Wstęp

Pytanie o sens i wartość ludzkiego życia powraca w każdym pokoleniu, przybierając odmienne szaty – od religijnych dogmatów po abstrakcyjne systemy filozoficzne. Jednak najżywszy i najbardziej wstrząsający fundament pod to pytanie kładzie sama biologia. Przejście od czystej fizyki i termodynamiki kosmosu do świadomego, czującego człowieka nie jest prostą ani oczywistą konsekwencją praw natury. To ciąg nieprawdopodobnych skoków jakościowych, cudem zorganizowanych synergii i morderczych etapów naturalnej selekcji. Niniejszy esej stanowi próbę scalenia wiedzy o fizyce materii, embriologii, homeostazie komórkowej i ekologii w spójną opowieść o biologicznej kruchości człowieka – opowieść, w której przypadek staje się źródłem głębokiego, egzystencjalnego sensu.

Część 1
Architektura chaosu: materia, która zaczęła myśleć.

Wszechświat ma jedno fundamentalne dążenie: bezwzględny wyrównawczy dryf ku chaosowi. Druga zasada termodynamiki bezlitośnie dyktuje bieg wydarzeń – gwiazdy wypalają swój zapas paliwa, struktury ulegają erozji, a uporządkowane układy rozpadają się w jednostajny, zimny pył. Entropia rośnie nieuchronnie*.

*( Kiedy posprzątasz pokój, rzeczy są poukładane na swoich miejscach – panuje porządek, czyli niska entropia a rosnący bałagan z czasem to wzrost entropii).

A jednak w tym kosmicznym oceanie rozpadu doszło do lokalnego, cichego buntu. Powstało życie.

Żywy organizm nie jest zakłóceniem praw fizyki – jest ich najbardziej wyrafinowanym wykorzystaniem. Stanowi unikalną strukturę rozpraszającą: wyciąga dłoń po energię otoczenia, pochłania ją i wyrzuca na zewnątrz uporządkowany chaos w postaci ciepła, byle tylko utrzymać w swoim wnętrzu wysoki poziom organizacji [England, 2013]. Każda żywa komórka to mikroskopijna forteca, która w każdej sekundzie stacjonuje na pierwszej linii frontu w walce z entropią. Jeśli ta nieustanna wymiana energii ustanie choćby na ułamek sekundy – struktura zapada się, a materia powraca do stanu równowagi z otoczeniem. Powraca do bycia martwą.

Gdyby rozłożyć ludzkie ciało na podstawowe składniki, nie znajdziemy w nim ani jednego niezwykłego pierwiastka. Węgiel, tlen, wodór, azot, śladowe ilości fosforu, żelaza i wapnia. Każdy z tych atomów w izolacji jest absolutnie niemy i bezmyślny. Atom węgla z Twojej tkanki mózgowej nie różni się niczym od atomu węgla w bryłce sadzy. żaden z nich nie wie, czym jest głód, zachwyt, strach czy trwanie.

Magia nie kryje się w cząsteczkach, lecz w sposobie ich ułożenia. To tutaj dochodzi do głosu fundamentalne prawo ewolucji – zasada synergii.

Gdy połączymy ze sobą odpowiednie cząsteczki w precyzyjnie zestrojonej geometrii, następuje skok jakościowy. Wyłania się proces emergencji: całość staje się czymś zasadniczo innym i nieporównywalnie bogatszym niż prosta suma jej składników [Anderson, 1972]. Z powszechnie występujących w kosmosie minerałów, dzięki ich synergicznej organizacji, powstaje system zdolny do autopojezy – biologicznego samoodnawiania, obrony własnych granic i reprodukcji.

Najbardziej zdumiewający wymiar tej biologicznej architektury objawia się jednak na poziomie układu nerwowego.

Pojedyncza komórka nerwowa to zaledwie miniaturowy przełącznik bioelektryczny. Pompuje jony sodu i potasu, zmienia potencjał błonowy, uwalnia do szczeliny synaptycznej pęcherzyk z cząsteczką neuroprzekaźnika. To czysta, mechaniczna biologia komórkowa. Jednak gdy osiemdziesiąt sześć miliardów takich komórek połączy się potężną, zagęszczoną siecią stu bilionów połączeń synaptycznych, fizyczna tkanka przekracza granicę czystej mechaniki.

Z bioelektrycznego szumu tkanek wyłania się świadomość [Tononi i in., 2016].

To ostateczny tryumf synergii materii. Cząstki tlenu, węgla i azotu, zorganizowane w żywe neuronowe sieci, przestają jedynie bezwiednie reagować na bodźce środowiska. Zaczynają je czuć. Zyskują zdolność do autorefleksji. Materia, która przez miliardy lat dryfowała bezmyślnie w bezkresie kosmosu, nagle otwiera oczy, spogląda w niebo i zaczyna pytać o własny sens.

Ta świadomość jest jednak niezwykle kosztowna i nieprawdopodobnie krucha. Wisi na cieniutkiej nitce ciągłych dostaw tlenu, glukozy i sprawnego działania komórkowych fabryk energii. Wszystko to opiera się na idealnie zsynchronizowanej orkiestrze, której budowa rozpoczęła się od pojedynczego, losowego błysku na samym początku Twojego istnienia.

Literatura

  • Anderson, P. W. (1972). More Is Different: Broken symmetry and the nature of the hierarchical structure of science. Science, 177(4047), 393–396.
  • England, J. L. (2013). Statistical physics of self-replication. The Journal of Chemical Physics, 139(12), 121923.
  • Tononi, G., et al. (2016). Integrated information theory: from consciousness to its physical substrate. Nature Reviews Neuroscience, 17(7), 450–461.

To jednak nie wszystko. Zanim materia zdołała pomyśleć o swoim sensie, musiała przejść przez mordercze ucho igielne, w którym szansa na narodziny wynosiła zaledwie jeden do trzech. O tym w kolejnej części…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *