Część 2.
Przejście przez ucho igielne: Matematyka narodzin

Zanim powstaniesz jako świadoma jednostka, Twoje istnienie przechodzi przez gęste sito wykluczeń. Matematyka poczęcia jest nieubłagana: w jednym ejakulacie znajduje się od kilkudziesięciu do kilkuset milionów plemników. Każdy z nich niesie unikalną, wygraną w losowej mejotycznej loterii kombinację materiału genetycznego. Gdyby w tym mikroskopijnym wyścigu ułamek sekundy wcześniej do komórki jajowej dotarł inny komórkowy wędrowiec, osoba czytająca ten tekst po prostu by nie istniała. Miejsce Twojej świadomości zająłby ktoś o zupełnie innym wyglądzie, temperamencie i podatności na choroby.

Jednak połączenie gamet to dopiero wstęp do właściwej, bezlitosnej selekcji.

W powszechnym wyobrażeniu moment zapłodnienia traktuje się jako pewną, prostoliniową drogę do narodzin. Biologia przedstawia jednak zupełnie inny obraz. Życie na swoim samym początku przypomina uderzenie fali o strome skały. Zaraz po połączeniu komórek pojawia się zjawisko powszechnej niestabilności chromosomowej – na etapie pierwszych podziałów komórkowych dochodzi do masowych błędów rozdzielania DNA [Vanneste i in., 2009]. Zarodek musi uaktywnić własny genom, ale jeśli w jego matrycy tkwi krytyczny błąd, podziały ulegają gwałtownemu zatrzymaniu.

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy ze skali tego niewidzialnego dramatu. Ponad połowa zapłodnionych komórek jajowych ginie w ciągu pierwszych kilkunastu dni – zanim w ogóle dotrze do ściany macicy lub w trakcie próby zagnieżdżenia [Macklon i in., 2002]. Dzieje się to bezszelestnie, bez objawów, poza świadomością kobiety. Z biologicznego punktu widzenia jest to brutalny, ale konieczny mechanizm kontroli jakości: natura eliminuje konfiguracje genetyczne, które nie miałyby żadnych szans na zbudowanie sprawnego organizmu.

Gdy podsumujemy wczesne straty bezobjawowe, poronienia samoistne oraz sporadyczne martwe urodzenia, otrzymujemy zdumiewający bilans. Pomiędzy 60% a 70% wszystkich powstałych na poziomie komórkowym ludzkich istnień obumiera na różnym etapie rozwoju prenatalnego [Boklage, 1990; Jarvis, 2016].

Oznacza to, że Twój pierwszy krzyk na sali porodowej nie był punktem startowym. Był zwieńczeniem morderczego maratonu. Każda żywa, oddychająca osoba jest biologiczną osobliwością – ocalałym świadkiem mikroskopijnej batalii, w której szansa na wygraną wynosiła zaledwie jeden do trzech. Narodziny nie są po prostu darmowym biletem wstępu do świata. Są spektakularnym zwycięstwem nad kombinatoryką przypadków i biologicznym uchem igielnym, przez które przechodzą tylko nieliczni.

Literatura:

Jarvis, G. E. (2016). Estimating total human pregnancy loss. F1000Research, 5, 2083.
Macklon, N. S., Geraedts, J. P., & Fauser, B. C. (2002). Conception to lactation: the clinical significance of early pregnancy loss. Human Reproduction Update, 8(4), 333–343.
Boklage, C. E. (1990). Survival probability of human conceptions from fertilization to term. International Journal of Fertility, 35(2), 75–94.

Przetrwanie maratonu prenatalnego to dopiero początek. Prawdziwa walka o zachowanie tej wygranej toczy się w Twoim ciele w tej samej sekundzie, w której czytasz te słowa. W następnej części przyjrzymy się niewidzialnej orkiestrze zdrowia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *